piątek, 7 czerwca 2013

Pierwsze 300 kilometrów



       Drogi trzyma się fantastycznie. Jedzie po okręgu, jak przyklejony do szosy. Nie ma tu zaskoczenia, bo wyważony jest rzeczywiście po mistrzowsku. Trzymanie się znakomicie ułatwia system stabilizacji trakcji ESP. To to samo, co DSC w wozach BMW - skomplikowany system pomiaru wszelkich parametrów ruchu, reagujący na poślizg boczny i wzdłużny, każdego koła z osobna, szybciej niż najsprawniejszy kierowca, bo w ciągu 20 milisekund. W razie potrzeby potrafi przyhamować bądź „odpuścić” pojedyncze koło, by uniemożliwić poślizg, czego kierowca, dysponujący jednym pedałem na wszystkie hamulce, nie jest w stanie wykonać. ESP może także bez wiedzy kierowcy skorygować moment obrotowy silnika. W rezultacie nie pozwala m.in. za ostro wystartować, gdy na skrzyżowaniu pojawia się zielone.
      
     Wszystko to teoria. Podczas pokonywania pierwszych trzystu kilometrów nie warto było przeginać, bo samochód na dotarciu nie lubi przeciążeń. Po napełnieniu zbiornika do pełna, pokładowy komputer zapowiedział, że paliwa starczy na przynajmniej 560 km. Mocno przesadził. Po stu kilometrach prognoza podniosła się do 720 km (razem 820), a po dalszych stu do 660 (czyli 860). Jazda odbywała się w różnych warunkach (i sucho, i w deszczu, i w korkach, i poza miastem), z szybością do 140 km/h. Raczej oszczędnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Translate